|
|||
|
sobota – 2030 / 2029
|
|
Złapani w sieć
Klaudia Mamińska-Karauda/Znaki Czasu – 11/2007, fot. istockphoto/Łukasz Gumowski Źródło informacji i rozrywki, ale i problemów. Liczba osób uzależnionych od Internetu przekracza już w niektórych krajach liczbę uzależnionych od narkotyków.
Inni piszą: „Kocham być w sieci. To jak afrodyzjak, dodaje poweru (...). Tu jest cały mój świat”. „Już od rana, jeszcze przed lekcjami, siadam przy kompie (...) i wtedy czuję się odmieniony, spełniony. Potem jakieś straszne nudne godziny w realu i znów wracam (...) właściwie cały czas tęsknię, by tu wrócić”. „Kocham cię, uwielbiam, jesteś całym moim ja. Dzięki tobie odkrywam świat, rozmawiam z ludźmi (...) bez ciebie byłbym bardzo samotnym człowiekiem”. To są prawdziwe wyznania miłości. Prawdziwe tęsknoty, pragnienia, podziękowania i akty dozgonnej wierności. To są prawdziwe uczucia ludzi, którzy nareszcie odnaleźli przyjaciela, towarzysza życia. Tyle że nie jest nim człowiek, a wymyślone przez niego urządzenie — komputer. KIM SĄ ZŁAPANI W SIEĆ? Na ogół to ludzie młodzi, często samotni, pozostawieni sami przy komputerze przez rodziców, którzy nie mieli czasu, a może ochoty na pogłębienie więzi z własnymi dziećmi. Złapani są często introwertykami. Potrafią otworzyć się dopiero wtedy, gdy pozostają anonimowi. Nie chcą bliższych kontaktów w realnym świecie, a nawet od nich stronią. Wolą pozostawać za wirtualną zasłoną, bo ta, w ich mniemaniu, chroni ich przed złem tego świata i pozwala na bycie kimś innym — kimś, kim chcą być. Tu można się kreować, można spełniać marzenia, mówić, co się chce bez konsekwencji, bo nikt cię nie zna. I o to właśnie chodzi w sieci. Są i tacy, którzy szukają ratunku; okaleczeni przez życie poszukują drugiego człowieka. Komputer jest dla nich oknem na świat i próbą wyjścia do niego z zakamarków ślepej uliczki. Innym Internet służy tylko jako wędka. To łowcy zastawiający sidła, pająki łapiące w swoją sieć przyszłe ofiary. Jest też mnóstwo agresywnych chamusiów, którzy przychodzą, by burzyć, jątrzyć i dzielić się swoją agresją i frustracją. Tacy zwykle wpadają na czaty i niszczą wszystko, co udało się zbudować innym. W końcu są w sieci i zwykli ludzie, którzy chcą z kimś pogadać. Nie wspomnę tu o wielkich graczach, którzy surfują całymi godzinami w Internecie, by tylko grać i grać — ci nigdy nie mają dosyć. Kimkolwiek są, łączy ich jedno — większość życia spędzają w sieci. To nie jest kilka godzin, to są czasami całe dnie i noce. Siecioholicy — tak od ponad dziesięciu lat nazywają ich psycholodzy — to ludzie, którymi kieruje nieodparta chęć, a nawet przymus kontaktu z komputerem, przebywania w sieci. Od 5 do 10% ludzi korzystających z Internetu jest od niego uzależnionych, co w skali świata daje gigantyczną armię około 40-80 milionów. A zaczynali niewinnie: od kilku godzin spędzonych na grze komputerowej, które stopniowo przeradzały się w kilkunastogodzinne sesje, a potem całe ciągi, niemalże jak u alkoholika. Jedni wpadają w sieć gier, inni w przymus surfowania po czatach, internetowego randkowania, a jeszcze inni w sieć forów internetowych. Miejsca jest dosyć. Starczy dla każdego. OBAWA PRZED REALEM Najbardziej niepokojące jest to, że z czasem dla siecioholika świat wirtualny wydaje się być bardziej atrakcyjny od szarej rzeczywistości. Wkrótce zresztą to ten świat staje się prawdziwy i rzeczywisty. Najlepiej to widać, gdy młodzi ludzie rozmawiają ze sobą na czatach czy na Gadu-Gadu; wtedy potrafią otwierać przed sobą najskrytsze zakamarki duszy, ale gdy dojdzie do propozycji spotkania się w świecie realnym, reagują paniką. Znam takich, którzy chodzą do tej samej klasy licealnej, ale rozmawiają ze sobą wyłącznie poprzez Internet. W realu, świecie rzeczywistym, nie mają sobie nic do powiedzenia. Na pierwszy rzut oka wydaje się to zabawne, ale są też małżeństwa, które porozumiewają się jedynie w ten sposób. Wolą do siebie pisać, niż ze sobą rozmawiać, mimo że mieszkają pod jednym dachem. To prosta droga do zniszczenia wszystkiego, co ich kiedykolwiek łączyło. Znam taką parę. On informatyk o znakomitych zarobkach, ona ekonomistka w banku. Niczego im nie brakowało. Własne mieszkanie w Warszawie, luksusowy samochód. Jak na trzydziestolatków — początek bajeczny. Zaczęło się niewinnie, od pracy przynoszonej po godzinach przez Andrzeja do domu. Z czasem zaczął się zamykać w pokoju nie tylko z własną pracą, ale i z własnym światem. Jak brakowało roboty, surfował po sieci. Magda tylko donosiła jedzenie. Wszelkie próby odkotwiczenia go od komputera kończyły się fiaskiem i dzikimi awanturami. Wspólne spacery czy zakupy były dla niego stratą czasu. W końcu Magda odeszła. Sprawy rozwodowe Andrzej także załatwiał przez Internet (z adwokatem spotykał się wyłącznie w sieci). Takich przypadków jest coraz więcej. I na ogół kończą się podobnie tragicznie. Ludzie poznają się w sieci, randkują, wyobrażają sobie siebie. Wszystko dobrze, dopóki chcą się spotykać w realnym świecie. Jeśli jednak traktują Internet jako jedyne miejsce spotkań, to jest to sygnał, że zaczyna się dziać coś złego. Sieć nie jest rzeczą złą, ale nigdy nie zastąpi kontaktu z żywym, czującym człowiekiem, którego można dotknąć i zobaczyć. Człowiek nie jest bowiem samotną wyspą, przeciwnie — jest stworzony do kontaktu z innymi, i to nie jedynie wirtualnego. Całe jego bogactwo widoczne jest dopiero wtedy, gdy ludzie się osobiście poznają, mogą patrzeć sobie w oczy, dotknąć się; bez uciekania przed sobą w jakieś wirtualne kreacje. Siecioholicy boją się takich kontaktów. Zamieszkał w nich lęk przed prawdziwym światem i zwykłymi ludźmi. Dali sobie wmówić, że rozmowa przez Internet jest najlepsza. Ktoś długo myślał nad tym, jak złapać ludzi w
sieć, uzależnić jak alkoholików, odizolować, spętać, zabrać co cenne
i pozostawić w odmiennej rzeczywistości.
To iście szatański plan. Jakby przewidując współczesne zagrożenia,
Pismo Święte ostrzega: „Czujniej niż wszystkiego innego strzeż serca
swego, bo z niego tryska źródło życia”(*). Serce zaś jest synonimem
umysłu. Strzeż swego umysłu — mówi Bóg — zanim ktoś inny przejmie
nad nim kontrolę. Są tacy, którzy twierdzą, że siecioholizm jest
jedną ze współczesnych form diabelskiego opętania. Nie musisz w
to wierzyć, ale lepiej żebyś nie musiał się o tym przekonać osobiście.
* - Patrz: Prz 4,23 |
|
|
Copyright © 1997-2010
Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
w Rzeczypospolitej Polskiej. Wszystkie prawa zastrzeżone. Design © 2004-2010 Nadzieja.pl Sp. z o.o. |