sobota – 20:30 / 20:29
I Bóg stworzył seks

Charles E. Wittschiebe/Znaki Czasu – 2/2009, fot. istockphoto/Ana Abejon

Rozmowa z dr. Charlesem E. Wittschiebe’em, duszpasterzem, doradcą małżeńskim oraz nauczycielem akademickim zajmującym się m. in. teologią seksu.

I Bóg stworzył seks - „Znaki Czasu” 2/2009ZNAKI CZASU: Niemal sto lat temu Meade Mac Guire powiedział, że następnym po religii najważniejszym problemem świata jest problem seksu. Kościoły wciąż to ignorują. Ale czy duchowni w ogóle mają kompetencje, by zabierać głos w tej dyskusji?

CHARLES E. WITTSCHIEBE: Jest kilka powodów, które to uzasadniają. Po pierwsze, Pismo Święte jest dla chrześcijanina źródłem wszystkich podstawowych zasad, włączając w to teologię seksu, a duchowny jest przecież głównym interpretatorem Biblii. Po drugie, seks jest generalnie problemem emocjonalnym – mózg jest centrum kontrolnym dla seksu, a duchowny, jako lekarz duszy, jest osobą, której zasadniczą funkcją jest zajmowanie się życiem emocjonalnym swoich wyznawców. Po trzecie, wiele problemów w Kościołach ma swoje źródło w problemach seksualnych. Duchowny powinien chronić wiernych przed zgubnym wpływem, jaki wywierają małżeństwa, którym się nie układa współżycie, nie mówiąc o związanych z seksem problemach osób wolnych czy samotnych. Mimo że są to często sprawy bolesne i krępujące, powinniśmy stawić im czoło.

Czy nieskrępowane, otwarte rozmowy o seksie nie prowadzą do zbytniej swobody w tej sferze? Wielu chrześcijan już sam temat uważa za „nieczysty”.

Biblia często mówi o obrzezaniu w duchowym sensie. Nikt nie mógłby pojąć znaczenia tego terminu bez możliwości wyobrażenia sobie tego zabiegu. Mojżesz pisze o obrzezaniu w sposób jasny i bez ogródek, gdy opowiada o doświadczeniach swojego własnego syna lub gdy relacjonuje wydarzenia z życia ludu Bożego. Obcięcie kawałka napletka penisa stało się na polecenie samego Boga symbolem poświęcenia i wierności wobec Niego. Bóg wybrał narządy płciowe, ponieważ w pewnym sensie zajmują centralne miejsce w życiu człowieka. Patrząc na to z pozycji człowieka, to właśnie genitalia przekazują nasienie, które umożliwia proces wydawania potomstwa. Bóg stworzył życie, a człowiek daje mu początek. Z pewnością byłoby dziwną rzeczą nakazywanie przez Boga tego obrzędu, gdyby organy płciowe były nieczyste lub same w sobie bardziej grzeszne niż inne części ciała.

Otwartość i szczerość podczas poruszania zagadnień seksu jest wysoce wskazana. Tylko niezdrowe podejście niektórych do tej sprawy powoduje u nich opaczne traktowanie szczerości jako wulgarności. Poza tym ja utożsamiam nieskrępowane mówienie o seksie z edukacją seksualną. A ona nie tyle polega na przekazywaniu wiedzy, ile na jej „uchwyceniu”. Emocjonalna nuta, jaką przesiąknięte są rozmowy i pogadanki na ten temat, ma większy wpływ na ich powodzenie niż podawanie szczegółów biologicznych.

Skąd u niektórych chrześcijan taka negatywna i represyjna postawa wobec seksu?

Przez stulecia panowania chrześcijaństwa rozwijano myśl, że celibat jest wyższym sposobem życia w stosunku do małżeństwa. Wielu próbowało osiągnąć ten „wyższy” stan przez wypieranie się swoich normalnych i zdrowych potrzeb dawania i otrzymywania miłości. Niektórzy ojcowie Kościoła uważali seks za coś nieczystego i grzesznego, co z kolei wypaczyło ich poglądy na związki seksualne w małżeństwie. Św. Augustyn napisał, że im szybciej mąż i żona zaprzestaną współżycia, tym lepiej dla nich. Św. Hieronim utrzymywał, że apostoł Paweł uważał, jakoby mężowie chrześcijanie nie mogli się modlić, współżyjąc jednocześnie ze swymi żonami. Wierzył on, że polecenie o napełnianiu ziemi i rozmnażaniu znalazło po raz pierwszy swoje wypełnienie dopiero po wygnaniu z raju. Uważał, że apostołowie wstrzymywali się od współżycia z żonami. Św. Tertulian uznał drugie małżeństwo za rodzaj cudzołóstwa i zakazał swojej żonie ponownie wyjść za mąż po jego śmierci. Prawdą jest, co stwierdził jeden z katolickich przywódców, że „poglądy św. Augustyna sparaliżowały chrześcijańskie myślenie w tej dziedzinie na okrągłe tysiąc lat”.

Wraz z negatywnym nastawieniem do czynności seksualnych przychodziła niska opinia o kobiecie. Prawdopodobnie św. Tomasz z Akwinu wyłożył to najjaśniej i najzwięźlej, pisząc: „Kobieta jest tworem wstrętnym i ułomnym, ponieważ siła życia w nasieniu męskim posiada tendencję do tworzenia doskonałego podobieństwa wyrażonego płcią męską, podczas gdy powstanie kobiety wynika albo z defektu siły zwyczajowej, albo z niedyspozycji materii, albo nawet na skutek zewnętrznego wpływu takiego jak wilgotny wiatr południowy”.

Taka negatywna i patologiczna teologia była atakowana podczas reformacji. Tacy ludzie jak Kalwin i Luter uczynili krok naprzód ku zdrowszemu podejściu do spraw seksu i małżeństwa.

Czy w małżeńskim seksie istnieją „granice przyzwoitości”? Czy np. korzystanie z podręczników technik seksualnych ociera się już o jakąś perwersję?

Nie ma powodu, dla którego chrześcijanie mieliby się pozbawiać pomocnej informacji. Zakładam, że mówimy o poważnych książkach, a nie o miernie kamuflowanej pornografii. Ale trzeba przestrzec przed oczekiwaniem, że fizjomechaniczna sprawność i seksualny atletyzm zagwarantują maksimum przyjemności w kochaniu. Inteligentne małżeństwo potrafi nauczyć się wielu technik w ciągu zaledwie paru godzin. Ale miłość, czułość, szacunek i podziw, umiejętność dawania i brania, czarujący osobisty udział w bezgranicznej zażyłości, pojęcie sensu budowania małżeństwa, które zasługuje na Boże błogosławieństwo i aprobatę – to wszystko zdobywa się przez całe życie.

Pewnym niebezpieczeństwem w czytaniu nawet najlepszych podręczników jest tendencja do stawiania nierealnych celów i układania listy kolejnych kroków prowadzących do ich osiągnięcia. Kochanie się staje się wtedy zadaniem, pracą do wykonania dla obojga partnerów. Ciągła koncentracja na tym, „jak my to zrobimy”, prowadzi do uszczuplenia spontaniczności, która zwykle wprowadza swój własny specyficzny smak. Czasami zbyt usilne starania powodują, że całkiem dobre współżycie ulega pogorszeniu. Podręczniki technik seksualnych mogą dostarczyć partytury koncertu, ale jak on zabrzmi, zależy tylko od artyzmu małżeństwa. Poza tym mają tendencję do podnoszenia poziomu fizycznej strony współżycia kosztem strony emocjonalnej i duchowej. Niektóre książki nie czynią tego w sposób zamierzony, niemniej powinniśmy pamiętać, że autorzy dotykają tylko jednego aspektu związku miłosnego. Niepożądane książki to takie, które uwzględniają prawie zwierzęce podejście do seksu i otwarcie zamierzają podniecić czytelnika pod pretekstem udzielenia mu informacji.

Wiele osób może oburzyć się na kolejne pytanie, ale zadam je, bo wiem, ilu chrześcijan chciałoby usłyszeć odpowiedź. Czy seks oralny jest do zaakceptowania w małżeństwie?

Jesteśmy inteligentnymi chrześcijanami. Dlaczego powinniśmy się czuć winni z tego powodu, szczególnie gdy z upływem lat nastrój i energia nie są już takie same jak u młodszych ludzi?

Czy tego rodzaju stymulacje nie powodują jednak, że szybko wszystko zaczyna się obracać tylko wokół pożądania?

Owszem, seks zawsze może się stać biologicznym ujściem dla jednego lub obydwu partnerów, wyłącznie sposobem uwalniania seksualnego napięcia. Można go używać do zaspokojenia zintensyfikowanego przez erotyczne fantazje i widoki zmysłowego apetytu. Zwykła namiętność przy nieobecności innych szlachetniejszych uczuć sprowadza związek do najniższych form, do sytuacji nie do zniesienia dla wrażliwego uczuciowo człowieka.

W chrześcijaństwie pojawiały się próby określenia częstotliwości „przyzwoitego” współżycia. Co za dużo, to niezdrowo, mawiano, redukując dozwoloną liczbę stosunków płciowych w małżeństwie. Można z tym w ogóle przesadzić?

Częstotliwość stosunków to sprawa, o której winno decydować samo małżeństwo. Ważnym czynnikiem do rozważenia powinna być intensywność pożądania każdego z partnerów oraz to, jak szybko lub jak wolno narasta ich napięcie seksualne. Jedzenie, praca, zabawa – wszystko to ma swoje reguły wstrzemięźliwości. Takie same reguły odnoszą się do współżycia seksualnego. Powiem tak: jeżeli seks cię męczy lub niszczy, to powinieneś, powinnaś częstotliwość zredukować; jeżeli częstotliwość współżycia, którą stosujesz, odświeża cię i regeneruje, to się jej trzymaj. Nawet jeśli twoja ciotka Zuzanna uważa, że jest to okropne, nie przejmuj się tym, to nie jej sprawa.

Nieraz mężczyźni w wieku siedemdziesięciu lat miewają stosunki częściej niż niektórzy przed trzydziestką. Stan zdrowia, energia, witalność osób zaangażowanych określa to, co jest umiarkowane, a co nie. W XIX wieku wielu autorów zalecało współżycie seksualne tylko raz w miesiącu. Dzisiaj natomiast taki plan, czy to na gruncie medycznym, czy moralnym, wydaje się mieć niewielu zwolenników. Ale jednego należy unikać: tworzenia sztywnego planu współżycia oraz stosowania czegoś w rodzaju przydziałowej diety. Obydwa postępowania zniszczą spontaniczność, która czyni miłość seksualną bardziej zachwycającą.

Czy Pismo Święte zajmuje jakieś stanowisko w kwestii regulacji urodzeń? Jak traktuje kobietę? Daje jej wolność decydowania, kiedy i ile dzieci chce mieć? Pytam o kontrowersyjną antykoncepcję.

Uważam, że Bóg zostawił tę kwestię każdemu małżeństwu. Mogą mieć tyle dzieci, ile chcą i ile uważają, że są w stanie wychować. Bóg stworzył kobietę w ten sposób, aby miała dzieci, ale to nie oznacza, że musi je mieć. Mężczyzna zaś stworzony został po to, aby między innymi pełnić funkcję prokreacji. W ciągu całego życia mężczyzna wytwarza ogromną ilość komórek męskich. Rozumując analogicznie, on również nie dopełnia swojego obowiązku, jeżeli nie dość często zapładnia swoją żonę.

Czyli stosunek seksualny ma na celu nie tylko prokreację.

Z największym naciskiem to właśnie chcę powiedzieć. Bóg wcielił męskość i żeńskość w ciała ludzkie po to, aby mogło dojść w fizycznej rzeczywistości do połączenia dwóch ciał w jedno. Przez stosunek głęboka intymność, obcowanie z nagością i miłość łączą się ze sobą.

Sama reprodukcja, nawet dla rodziny z pięciorgiem czy sześciorgiem dzieci, wymaga tylko ograniczonej liczby stosunków. Bardzo płodne żony, jeżeli jeszcze wybiorą odpowiedni moment, zachodzą w ciążę zaraz po pierwszym stosunku. Ujmując to inaczej, załóżmy że zapłodnienie żony wymaga średnio 10-15 stosunków seksualnych oraz że zabawa miłosna trwałaby za każdym razem jedną godzinę. Każde planowane dziecko wymagałoby 15 godzin współżycia seksualnego. Dla czworga dzieci daje to w sumie 60 godzin. Porównajmy to z czasem życia małżeństwa i mamy przerażające minimum czasu spędzonego na intymnej miłości. Umieszczenie przez Boga nerwów i mięśni w organach seksualnych w taki, a nie inny sposób, z ich olbrzymią zdolnością do odbierania wrażeń i ekspresji miało na celu obdarzenie męża i żony unikalną przyjemnością i rozkoszą. Wobec tego, czy nie byłoby okrucieństwem oczekiwanie od nas użycia seksu tylko w tak skromnym czasowo zakresie? Jest to nielogiczne i niezgodne z naturą Boga i sposobem, w jaki mówi On o seksie w małżeństwie na kartach Pisma Świętego.

Ale w niebie seksu ma nie być...

W Ewangelii Mateusza czytamy: „Albowiem przy zmartwychwstaniu ani żenić się nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie w niebie”2. Skoro Bóg ograniczył seks tylko do małżeństwa, to koniec małżeństwa implikuje koniec współżycia seksualnego. Ale nie oceniajmy warunków przyszłego życia według warunków tego życia. Jeżeli Bóg wskrzesi nas jako nieśmiertelnych mężczyzn i nieśmiertelne kobiety, to każdą naszą potrzebę spełnienia się w miłości, potrzebę bycia kochanym również zabezpieczy. Jaką to formę przybierze, nie wiemy, lecz możemy Mu zaufać, że obdarzy nas czymś tak przyjemnym, iż leży to poza granicą naszej wyobraźni. Tak jak napisał apostoł Paweł: „Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”3.

 

1. Zob. 1 Kor 7,2; Ga 5,19; Ef 5,3; Kol 3,5.
2. Mt 22,30.
3. 1 Kor 2,9.


 
Include Page (wiadomości)

INNE FELIETONY

Copyright © 1997-2010 Kościół Adwentystów Dnia Siódmego w Rzeczypospolitej Polskiej. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt  Kontakt  |  Nota prawna  |  Warunki użytkowania  |  Ochrona informacji  | 
Design © 2004-2010 Nadzieja.pl Sp. z o.o.